O mnie
Nazywam się Ania i od sześciu lat wiążę węzły, które zamieniają zwykły sznurek w coś, co zostaje w domu na lata.
Zaczęło się od jednego kwietnika
Miałam pustą ścianę w wynajmowanym mieszkaniu i zero pomysłu, co z nią zrobić. Obejrzałam kilka filmików, kupiłam motek sznurka i spędziłam nad nim całą sobotę. Wyszedł krzywy kwietnik, który wisiał u mnie przez następne trzy lata i podobał mi się bardziej niż wszystko, co dało się wtedy kupić w sklepie.
Potem znajomi zaczęli prosić o „taki sam, tylko trochę inny”. Z soboty zrobił się każdy wieczór, a z wieczorów — pracownia w mniejszym pokoju, w której dziś stoją regały pełne sznurka w dwudziestu odcieniach bieli.
Jak pracuję
Każdą rzecz robię od początku do końca sama. Najpierw rysunek i obliczenia — ile metrów, ile węzłów, jaka gęstość splotu. Potem kilka godzin przy stole, najczęściej wieczorem, kiedy jest cicho. Na koniec czesanie frędzli, przycięcie po linijce i zdjęcia przy oknie od północy, bo tylko takie światło nie kłamie o kolorze.
Dużą makramę robię dwa–trzy dni. Koszyk — jeden wieczór. Bransoletkę — godzinę, ale dobranie kamieni potrafi zająć drugie tyle.
Co to znaczy „ręcznie robione”
To znaczy, że dwie sztuki nigdy nie będą identyczne. Węzeł może być o milimetr inny, frędzel odrobinę gęstszy. To nie jest wada — to jedyny powód, dla którego warto kupować rękodzieło zamiast rzeczy z taśmy.
W co wierzę
Powoli
Nie robię setek sztuk. Wolę zrobić dziesięć rzeczy dobrze niż sto byle jak.
Naturalnie
Bawełna czesana, len, wełna merynosowa i drewno. Nic, czego nie chciałabym mieć u siebie w domu.
Osobiście
Każde zamówienie pakuję sama, w bawełniany woreczek i z odręczną karteczką.
Blisko
Piszesz do mnie, a nie do działu obsługi. Odpowiadam zwykle tego samego dnia.